Filmy

Anty-Disney

Filmy Hayao Miyazakiego pozwalają dzieciom mądrze dorastać i samodzielnie myśleć. Japoński reżyser to jeden z najbardziej uznanych twórców światowej animacji.
Ale w Polsce jego produkcje łatwiej znaleźć na DVD niż zobaczyć w kinie.

W Kraju Kwitnącej Wiśni znają go wszyscy, to najważniejszy twórca tamtejszej animacji, otaczany prawdziwym kultem. Już wiele lat temu państwowa japońska telewizja pytała swoich widzów o ich ulubione filmy. Na pierwszym miejscu znalazł się rzecz jasna „Siedmiu samurajów" Kurosawy, ale już drugie miejsce zajął „Mój sąsiad Totoro" Miyazakiego. W filmie, nawiązującym do prywatnych przeżyć autora, spotykamy dwójkę małych bohaterów, którzy muszą wyjechać na wieś, ponieważ ich mama - tak jak matka Miyazakiego - trafia do szpitala. Podczas zabawy w sielankowej okolicy dzieci napotykają na trójkę leśnych duszków, zwanych Totoro, które wyglądają jak skrzyżowanie sowy z pluszowym miśkiem. I choć nie znajdziemy ich pośród japońskiej mitologii, to sam pomysł powołania do życia ducha, który opiekuje się lasem, właśnie z niej został zaczerpnięty. Sęk w tym, że Totoro może zobaczyć tylko dziecko, które jest jeszcze czyste, ufne wobec świata i niewinne. „Mój sąsiad Totoro" to film, który w niezwykle subtelny sposób gloryfikuje dzieciństwo z jego niedojrzałością, otwartością na nowe doświadczenia i nieskażoną wyobraźnią. Bo przecież widz tak do końca nie wie, czy bohaterowie filmu rzeczywiście widzieli leśnego ducha, czy tylko powstał w ich głowach. Dzieciństwo i krainy marzeń staną się już na stałe motywem przewodnim kolejnych dzieł króla animacji i jego znakiem rozpoznawczym. Stąd trudno się dziwić, że sympatyczny stworek awansował na oficjalne logo Studio Ghibli. Dzięki Totoro, założone w 1985 roku studio osiągnęło duży sukces finansowy, co pozwoliło na realizację kolejnych autorskich projektów.

Kadr z filmu "Mój sąsiad Totoro"

Później było już tylko lepiej. Kolejne filmy zdobywały serca nie tylko Azjatów, ale także Amerykanów i Europejczyków. Wyświetlana również w Polsce „Księżniczka Mononoke" okazała się prawdziwym komercyjnym hitem, a „W krainie bogów" osiągnęła najlepszy wynik finansowy w historii japońskiej kinematografii. Jakby przeczuwając rosnącą siłę wschodniego konkurenta, Disney już w 1996 roku (a dokładnie należąca do niego Buena Vista) zaproponował zajmowanie się dystrybucją filmów Studio Ghibli w USA i Europie. Miyazaki zgodził się po długich negocjacjach, a dzięki temu możemy „na bieżąco" śledzić nowości z japońskiej krainy snów. Ten cudzysłów nie znalazł się tu bez przyczyny, bo Disney ma dziwną manierę wpuszczania do dystrybucji dzieł Ghibli z rocznym opóźnieniem. „Opowieści z Ziemiorza", realizowane tym razem przez syna Miyazakiego, już w 2006 roku trafiły na ekrany w Kraju Kwitnącej Wiśni, a Europejczycy znów musieli czekać. Opóźniona dystrybucja to nie jedyny problem, jaki Miyazaki ma z Disneyem. Zachodni dziennikarze uwielbiają porównywać obu twórców, na co założyciel Ghibli zawsze z politowaniem kręci głową, nie szczędząc krytycznych słów wobec dokonań amerykańskiej animacji. Analogia między artystami ma swoje uzasadnienie jedynie na płaszczyźnie popularności i sukcesów, bo Miyazaki jest raczej Anty-Disneyem, a jego animacje zupełnie różnią się od Kaczora Donalda.

                                         "Mój sąsiad Totoro" - amerykański trailer

Szef Studio Ghibli otwarcie mówił o tym, że opowieści zza wielkiej wody są dla niego płytkie, oszukują najmłodszych widzów czarno-białą wizją świata, a do tego dawno straciły ducha przez zbyt duży udział komputerowych trików. Miyazaki stara się trzymać tradycyjnych technik, przez co jego filmy mają niepowtarzalny urok. I rzeczywiście, kiedy obejrzymy „Ruchomy zamek Hauru" czy „Księżniczkę Mononoke" to trudno w tych obrazach odnaleźć podział na dobrą i złą stronę. Widać to doskonale w „Księżnice..." opowiadającej o konflikcie ludzi (a dokładnie zamieszkującą japońskie wyspy kulturę Ainów) z siłami przyrody. Film ma konstrukcję prawdziwie dramatyczną, bowiem każda ze stron posiada swoje racje i każda chce przetrwać, choć nie jest to w żaden sposób obraz proekologiczny. To raczej historia o tym, że bez zrozumienia i kompromisów nie da się niczego zbudować.

Kadr z "Ruchomego Zamku Hauru"

Warto również przyjrzeć się małym bohaterom dzieł Miyazakiego. Zawsze stają wobec trudnego zadania, z którym muszą poradzić sobie, posługując się siłą woli i czystym, dobrym sercem. A czasem mają więcej rozsądku i lepiej rozumieją świat niż dorośli. Tak dzieje się z bohaterką „Ruchomego zamku" czy dziewczynką z „W Krainie Bogów". Filmy Miyazakiego uczą młodego widza samodzielnego myślenia i wyciągania wniosków, nie proponują czarno-białej wizji świata. Podobnie jak w tradycyjnych baśniach, bohaterowie muszą stawać przed trudnymi problemami. Chociaż produkcje ze Studio Ghibli są świetną rozrywką, doskonale zrealizowaną animacją ze znakomitą warstwą graficzną, pozwalają dzieciom mądrze dorastać.

Sebastian Frąckiewicz

 

Oglądany: 8433
Najczęściej ogladane

 
Nauka i zabawa
Zwierzęta świata


Kolorowa farma


Wycieczka do zoo