Książki

Humor wysokich lotów

W książce „Raz czterej mędrcy..." mamy do czynienia z subtelnym i inteligentnym dowcipem, który dziś jest praktycznie na wymarciu.

Janusz Stanny, który odpowiada za warstwę graficzną tego niepozornego tomiku wychował niejedno pokolenie dzisiejszych rodziców. Ilustrował Brzechwę, Tuwima, Andersena, a także niezapomniane wydanie „Przygód Sindbada Żeglarza" Bolesława Leśmiana. Teraz dostajemy do ręki książkę prawdziwego dream teamu pisarsko-ilustratorskiego, czyli „Raz czterej mędrcy..." Marianowicza i Stannego, reprint z 1962 roku. I co najlepsze, choć publikacja ma blisko 50 lat, w ogóle się nie zestarzała. Polskie projektowanie dla najmłodszych zatoczyło właśnie koło, a graficzna oszczędność Stannego, ulotność kreski i skrajny minimalizm są dziś w modzie.

Można by też rzecz ująć inaczej -  pewne rozwiązania są po prostu ponadczasowe. Estetyka Stannego zostawia dzieciakom ogromne pole dla ich własnej wyobraźni. Na wielu stronach, choćby tam, gdzie artysta łączy rysunek z szarą akwarelą przedstawiony przez niego świat wygląda tak, jakby właśnie rodził się na naszych oczach, wyłaniał się z mgły, albo w niej znikał. Wbrew pozorom, tego typu chwyty są trudne i wymagają niezwykłej wrażliwości. Podobnie wyrobionej wrażliwości, ale na płaszczyźnie języka wymagają rymowane fraszki Antoniego Marianowicza. Historie o „Dziwnym Panu" muszce, które jechała do Koluszek czy  wrednym psiaku Kruczku to wspaniałe słowne gry. Sporo tu niedopowiedzeń, zabawnych surrealistycznych scenek, a także sympatycznego droczenia się z małym czytelnikiem, który będzie musiał trochę pogłówkować i uważnie śledzić tekst.

Z tego powodu, a także dlatego, że utwory Marianowicza są bardzo rytmiczne i melodyjne książkę powinno się czytać na głos. Najlepiej kilkukrotnie. Na koniec dwa słowa o jakości wydania, która w przypadku reprintów nie jest wcale sprawą drugorzędną. Wydawcy, w przypadku reedycji starych książek często przesadzają - stosują śnieżnobiały papier lub  arogancko nasycają kolory w ilustracjach, żeby książka wyglądała „lepiej". Efekty takich działań są przeważnie fatalne. Tutaj na szczęście tego nie ma. Kremowy, a nie biały papier, przygaszone (celowo rzecz jasna) kolory. Wszystko zachowuje klimat pierwszej edycji. Tak to powinno wyglądać.

Sebastian Frąckiewicz

Antoni Marianowicz (tekst), Janusz Stanny (ilustracje), Raz czterej mędrcy..., Dwie Siostry, Warszawa 2011 (reprint z 1962 roku), s. 40.

Wiek: 3 +

Oglądany: 6804
Najczęściej ogladane

 
Nauka i zabawa
Zwierzęta świata


Kolorowa farma


Wycieczka do zoo