Książki

Rozgryźć stwora

W tej książce małe księżniczki są groźne i drapieżne, a smoki nie mają z nimi najmniejszych szans.

Podobno „Księżniczki i smoki" to książka feministyczna - usłyszałem gdzieś pewnego razu.
W każdej plotce tkwi ziarno prawdy i rzeczywiście, w tym przypadku porzekadło się sprawdza. Nie jestem przekonany, czy szwedzkie autorki z pełną świadomością chciały stworzyć zaangażowaną, feministyczną literaturę dla młodego czytelnika, ale z pewnością udało im się w inteligentny sposób przełamać bajkowe konwencje w typowo dziewczyńskiej publikacji. Schemat wszyscy doskonale znamy: bezbronna, piękna, zapłakana księżniczka (w warstwie wizualnej przedstawianej często niczym mała Barbie z długimi włosami) czeka na  odważnego rycerza, który ocali ją od stwora. W „Księżniczkach i smokach" córki władców wyglądają zupełnie inaczej. Przede wszystkim - różnorodnie. Choć wszystkie są dość pucołowate (w końcu to rówieśniczki czytelników), jedna nosi krótkie włosy, inna nie chce się myć, a jeszcze inna ma czarny kolor skóry.

Trochę w tym politycznej poprawności, którą Szwedzi lubią (co nie przeszkadza np. w funkcjonowaniu dużego imigranckiego getta na przedmieściach Sztokholmu), ale z drugiej strony  polityczna poprawność w takim wydaniu uczy dzieci tolerancji. Rycerzy w tej książce nie uświadczymy, bo właściwie nie są do niczego potrzebni. Wprawdzie w świecie Christiny Björk i Evy Eriksson smoki i smoczyce (żeby nie było, że smok to metafora mężczyzny) nadal polują na księżniczki, dziewczynki doskonale potrafią sobie z nimi poradzić. Są inteligentne, odważne, a kiedy trzeba - przebiegłe i dość pyskate. Słowem - księżniczki z charakterem, żadna tam kraina łagodności. Tylko smoków trochę żal. W baśniowej tradycji to starożytne i niezwykle mądre istoty, a w książce szwedzkiego duetu zachowują się czasem jak misie o bardzo małym rozumku. Ale jak to w bajkach bywa - ktoś musi być tym bardziej pozytywnym bohaterem. Gdyby spojrzeć na „Księżniczki i smoki" trochę złośliwie, łatwo zauważyć, że autorki nie są konsekwentne w swojej politycznej poprawności, bowiem we wszystkich 7 opowiadaniach składających się na ten tomik nie ma żadnego pozytywnego męskiego bohatera (z gatunku ludzkiego, nie smoczego). Pojawia się tylko jeden mały książę - gapa i beksa.

Ale odłóżmy złośliwości, bo „Księżniczki i smoki" to dla małych czytelniczek lektura bardzo pożyteczna. Nie czarujmy się, wszystkie teksty kultury, z jakim dziecko ma kontakt wpływają podświadomie na jego postrzeganie ról społecznych, wzorców zachowań itp. „Księżniczki i smoki" pokazują, że dziewczynka nie zawsze musi być miła, grzeczna i ładnie wyglądać. Nie jest od ratowania i nie potrzebuje ciągle pomocy. Może sama przejawiać inicjatywę i doskonale sobie radzić, a inteligencja jest cenniejsza niż uroda. Graficznie „Księżniczki i smoki" zadowolą raczej tradycjonalistów. Eva Eriksson posługuje się klasycznym, delikatnym, ołówkowym rysunkiem, a kolory nakłada kredką z domieszką akwareli. Wygląda to wszystko bardzo ładnie, a zarazem nie cukierkowo - zupełnie nie jak dla złotowłosej księżniczki z różowego zamku.

Sebastian Frąckiewicz



Christina Björk (tekst), Eva Eriksson (ilustracje), Księżniczki i smoki, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2011, s.36,

 

Oglądany: 6141
Najczęściej ogladane

 
Nauka i zabawa
Zwierzęta świata


Kolorowa farma


Wycieczka do zoo